34/2019


Niedzielny poranek… dostaliśmy w wiadomości informację o psie na jednej z posesji w Puławach. Według osoby zgłaszającej pies ledwo żyje, nie może chodzić, poproszono nas o pomoc.

Pojechaliśmy na miejsce i zastaliśmy starszą panią i oczywiście psa. Misiek – 18 letni staruszek, leżał na trawie i się nie ruszał, siadały na nim muchy. W trakcie miłej rozmowy z właścicielką okazało się, że była w puławskich lecznicach orientować się w cenach eutanazji zwierzęcia, jednakże taki wydatek przerósł jej możliwości finansowe, ponadto nie chciała być dla własnego psa katem… bała się wyrzutów sumienia.

Wytłumaczyliśmy jej, że pies nie ma żadnego komfortu z życia, że robi pod siebie, że nie chodzi samodzielnie, że najlepszą opcją będzie poddanie go eutanazji po wcześniejszej konsultacji z lekarzem weterynarii, by dłużej nie cierpiał… właścicielka była wzruszona i zszokowana jedocześnie, nie wiedziała że są fundacje które pomagają w takich chwilach, a raczej obawiała się że dostanie jakąś „karę” (?!) za to, że chcemy zabrać psa do lecznicy…

Psiak został zawieziony przez nas od razu do lecznicy, gdzie został poddany eutanazji.

Lekarze weterynarii stwierdzili, że jego stan nie uległby poprawie, pies nie był w stanie się podnieść, miał zamglone oczy, załatwiał się pod siebie, nie jadł samodzielnie i nie reagował na bodźce (np. na wodę w czasie gdy właścicielka go myła). Misiek odszedł bez bólu, był bardzo grzecznym pacjentem… jego Pani została przez nas uświadomiona w tym temacie i jest nam wdzięczna. A my jej, za to że pozwoliła mu godnie odejść.